ROZWAŻANIA DROGI KRZYŻOWEJ - POŚWIĘCENIE 29.10.2016 r. w Zwierzyńcu

 

 

 

Droga krzyżowa - (obozowa) - cierpienia mieszkańców Zamojszczyzny -29.10.2016 Wstęp:

 

Każdy cierpiący stawia sobie pytanie jaki jest stosunek Boga do jego bólu, nieszczęścia. Ponieważ człowiek jest umiłowanym dzieckiem Boga, to los człowieka nie może być mu obcy. Nawet największe cierpienie przechodzi najpierw przez Boga. On pierwszy cierpi. Im głębszy upadek człowieka, tym większe współczucie Boga. Idziemy w stronę naszego kościoła, który jest także pomnikiem ofiar obozy przejściowego w Zwierzyńcu. W tej drodze krzyżowej Pan Jezus ma różne imiona. Jest dzieckiem, młodą matką, staruszkiem, człowiekiem chorym, głodnym, przerażonym.

 

 

1. Wyrok 

Rano 31 marca 1943 r. Niemcy okrążyli wieś i spalili wszystkie zabudowania. Straciliśmy wszystko, cały dobytek i dach nad głową. Cała moja rodzina zabrana została do obozu w Zwierzyńcu. Gdy ktoś ze starszych nie nadążał za kolumną to hitlerowcy strzelali. W obozie ojca nam zabrali i siedział w baraku, a nas zostawili na placu pod gołym niebem o głodzie i chłodzie. Gdy zwolnili nas z obozu, to nie mieliśmy dokąd wracać, wszystkie zabudowania były wielkim cmentarzyskiem, tylko kominy sterczały. Ten straszny obraz do dziś mam przed oczami. Miałam wtedy osiem lat.

 

2. Przyjęcie krzyża

W czasie pacyfikacji rodzinnej wsi Wywłoczka rankiem 31.03.1943 r. zostałem razem z rodzicami i innymi mieszkańcami pod silną eskortą żandarmów zapędzony za druty do obozu przesiedleńczego w Zwierzyńcu. Po drodze kilka osób z tej kolumny hitlerowcy zastrzelili. W obozie zostaliśmy rozdzieleni: mężczyzn umieszczono na polu drugim, tzw. specjalnym, ogrodzonym podwójnymi drutami, a kobiety i dzieci na polu trzecim w dużym baraku. Było tam strasznie ciasno, zimno i brudno. Niemcy wypędzając nas z domu nie pozwolili nic zabrać do jedzenia i ubrania. Z powodu wycieńczenia i ciężkiego zatrucia zostałem po trzech dniach umieszczony w baraku zwanym szpitalem obozowym. Tam na piętrowych pryczach i resztkach brudnej słomy leżały dzieci w większości chore na czerwonkę. Przychodziły tam kobiety z opaskami Czerwonego Krzyża z lekarstwami i dzięki nim zostałem uratowany.

3. Pierwszy upadek

6 lipca 1944 r. spalono naszą wieś. Zniknął nasz dom i budynki gospodarcze wybudowane w latach trzydziestych. Spaliła się także pasieka, meble, narzędzia stolarskie, warsztat tkacki którym Ojciec robił płótno. Zrabowano cały dorobek życia moich rodziców. W dniu spalenia wsi przeżywaliśmy dramat. Wypędzono nas z domu i zaraz na naszych oczach podpalono dom i budynki gospodarcze. Pamiętam żałosny skowyt naszego psa, dym. Później nastąpił kilkugodzinny dramat przemarszu w upalny, bezwietrzny lipcowy dzień do obozu.

 

4. Matka

Kochany synku! Pamiętam, że w obozie czekała nas czarna kawa. Stałam z Tobą w kolejce, a przy polowym stoliku siedziało czterech oficerów niemieckich. Trzymałam cię za rękę, ale ty ciągnąłeś mnie w ich kierunku. Zobaczył to jeden z nich i kiwnął na nas palcem. Podeszliśmy bliżej. Wtedy ty podbiegłeś do ich stolika, wspiąłeś się na paluszki i wziąłeś notes jednego z tych oficerów. Potem ukląkłeś na kolana, otworzyłeś notes i zacząłeś po dziecinnemu śpiewać. Niemcy spojrzeli po sobie. Jeden odezwał się do mnie po polsku. Kazał, żebym mu oddała notes, zapytał, ile masz lat. A gdy powiedziałam że rok i jedenaście miesięcy wstał od stolika i kazał mi dać jeden litr kawy i dobrze osłodzić. Przez cały tydzień, który byliśmy w Zwierzyńcu, codziennie dostawałam dla ciebie litr słodzonej kawy.

5. Cyrenejszyk

Latem 1943 r. nieznana osoba doprowadziła małego, okaleczonego chłopca do ochronki w Zwierzyńcu, gdzie już przebywała spora grupa dzieci zagubionych, oczekujących często daremnie na swoich rodziców. Mały Bronek, który jeszcze mówić nie umiał, przydzielony był do grupy pod troskliwą opiekę pani Wandy Cebrykow. Jak się później okazało - przebywał on ze swoją mamą w Zwierzynieckim obozie, prawdopodobnie przywiezieni byli z okolic Biłgoraja. Jego matka przeczuwając najgorsze, postanowiła ratować dziecko przerzucając go przez wysokie obozowe ogrodzenie z kolczastych drutów. W tym czasie strażnik wymierzył jej okrutny wyrok, zabijając na miejscu. Bronek nie miał nazwiska, a imię przypadkowe. Dom dziecka nazywano wówczas „Pekosem " ( w pełnym brzmieniu Polski Komitet Opieki Społecznej). Kierownictwo tej placówki nadało chłopcu nazwisko Pekosiński od nazwy Domu Dziecka, za datę urodzenia zapisano datę wybuchu drugiej wojny 1.09.1939 r. za miejsce urodzenia wpisano Zwierzyniec, ponieważ tu został znaleziony. Jego przybraną mamą pozostała pełna dobrego serca - Wanda Cebrykow.

6. Weronika

W listopadzie 1939r. wraz z proboszczem zwierzynieckim ks. Stanisławem Szepietowskim na czele Komitetu Opieki nad ofiarami wojny stanęła Róża Zamojska. W czasie pacyfikacji Zamojszczyzny organizowała akcję ratowania dzieci z obozu w Zwierzyńcu. W lipcu 1943 r. widziałem dużą kolumnę ludzi pędzonych na stację kolejową Biały Słup. Ja z panią Różą Zamoyską stałem przy skrzyżowaniu drogi do stacji kolejowej i tartaku. Ordynatowa prosiła eksportującego Niemca, aby zwolnił kobietę niosącą dwoje małych dzieci na ręku, gdy trzecie szło obok niej. Niemiec brutalnie pchnął Zamoyską aż upadła i uderzył ją kolbą karabinu. Mimo to ordynatowa zwróciła się z prośbą do drugiego Niemca i ten zwolnił matkę z dziećmi.

7. Drugi upadek

Zimowego ranka 1942 r. wieś otoczyli SS- mani i Ukraińcy. Zabrali nas z domu, którego już nigdy nie zobaczyliśmy. Rodziców, babcię i nas cztery siostry zapędzono do obozu. Były tam baraki, w których nie było podłóg ani pryczy. Początkowo były snopki słomy, potem tylko brudne klepisko. Było tak ciasno, że jeżeli ktoś z rodziny leżał, to pozostali musieli stać. Jeden bochenek chleba dzielono na czternaście osób. Siostra Marysia raz w kolejce po zupę przymarzła do ziemi. W baraku nie było pieców, śmiertelność była bardzo duża, dzieci zamarzały, codziennie wywożono na furmankach zmarłych. Sąsiad za przerzucenie chleba do obozu zginął w Oświęcimiu. Po selekcji byliśmy bez rodziców w oddzielnych barakach odgrodzonych kolczastymi drutami. Tylko raz odwiedzili nas rodzice. Mama przyniosła w chusteczce kilka kostek cukru, a nasz ojciec przyniósł nam troszkę zamarzniętej fasoli. Wszyscy płakaliśmy. Rodziców już nigdy nie zobaczyłam. Zginęli w Oświęcimiu.

8. Niewiasty

Krótko opisany obraz przeżyć w obozie, byłby niepełny gdyby pominąć sprawy wiary, która towarzyszyła więźniom w tragicznych chwilach. Wiara budziła nadzieję na przetrwanie. Pamiętam, jak modliłyśmy się po cichu na swoich kojach, mimo zakazu śpiewaliśmy pieśni religijne. Modlili się za równo prości jak i wykształceni - wobec Boga byliśmy równi.

Nigdy nie zapomnę jak moja mama powtarzała: Ja modlę się wciąż i wierzę, że ty przeżyjesz i wrócisz na wolność. Istotnie prorocze słowa mojej mamy i jej gorąca modlitwa uratowały mnie od śmierci.

9. Trzeci upadek

Byliśmy w zimnym baraku, gdzie długo czekaliśmy na specjalną komisję, która przeprowadzała selekcję. Nasze cechy osobowe decydowały o tym, dokąd nas Niemcy przydzielą. Po tych czynnościach, ludzi zdolnych do pracy, przeznaczano do Rzeszy, a ci, którzy okupantowi byli niepotrzebni, musieli iść na stracenie. Wśród tych ostatnich, znaleźli się starcy, kalecy, ludzie psychicznie chorzy i dzieci oddzielone od rodziców. Nie zapomnę nigdy okrutnej sceny, która jak koszmar prześladuje mnie całe życie. Z objęć cioci Stefy, wyrwano pięcioletniego synka Stasia, a drugiej cioci Tośce zabrano chłopców Edka i Heńka. Co się działo w ich sercach, można sobie tylko wyobrazić, ale to nigdy nie odda rozpaczy rozdzielonych i osieroconych.

 

10. Obnażenie

 

- Tymczasem ja, rodzice, bracia i inni więźniowie trafiliśmy do bydlęcych wagonów, w których wieziono nas trzy dni do Oświęcimia. Nie pozwolono zabrać przywiezionych z domu osobistych rzeczy i zaraz po wyjściu z pociągu rozdzielono kobiety od mężczyzn. Było to dla mnie nowe bolesne przeżycie, pożegnałam na zawsze tatę i braci - wszyscy bowiem zginęli. Z mamą dostałam się do sauny, gdzie nas ogolono, przebrano w więzienny strój, a potem wytatuowano na ręce numer. Już nie byłam Ireną, tylko numerem 26 946.

 

11. Przybicie do krzyża

Ojciec mój podobnie jak matka byli członkami BCH. Walczył pod Wojda. Ranny, zbroczony krwią, wracał z innymi z lasu, główną drogą do domu. Przy wylocie z lasu stali Niemcy. Ojciec i inni wpadli w ich łapy. Zbici skatowani, byli prowadzeni przez całą wieś. Mieszkańcy wsi milczeli. Jedynie moja matka wybiegła z dokumentami stwierdzającymi, że mój ojciec był leśnym robotnikiem. Była w ostatnim miesiącu ciąży. Liczyła na litość oprawców. Niestety i ją i ojca spalono żywcem. Potem Niemcy weszli do chaty i zabrali mnie z kołyski do obozu. Prochy spalonych zebrali krewni i przechowali w skrzyni do wiosny. W 1943 r. wiosną pochowali je na cmentarzu w Kosobudach. W popiołach znaleźli nie spalone, splecione ręce moich rodziców, a na nich nie stopione obrączki. Te obrączki, które oddałam na Jasną Górę i jedno matczyne zdjęcie, to jedyne pamiątki po moich rodzicach.

12. Śmierć

Na skutek braku jedzenia najbardziej cierpiał nasz mały Krzyś. Mama traciła pokarm w piersiach, więc dziecko stopniowo umierało z głodu. Maleństwo nie miało siły płakać, tylko ciężko oddychało. Nie mogliśmy bez bólu patrzeć na jego cierpienie. Los wszystkich dzieci w baraku był prawie beznadziejny. Wyniszczone jakąś nieznaną chorobą, trawione gorączką, masowo umierały. Opiekujący się nimi staruszkowie nie zgłaszali chorych do obozowego szpitala, gdyż jak mówili - nikt nie wracał stamtąd żywy.


13. Ciało na kolanach matki

 

Dzieciom Zamojszczyzny

(Gdy mnie resztkami łez żegnałaś mamo

Nie umiałem ci jeszcze powiedzieć słowa „Kocham"

Nie potrafiłem zapytać dlaczego

I z jakiego powodu stale było zimno

Dlaczego chodź truchlało zbolałe małe serce

Siłą wyrwano z Twoich rąk mą nadzieję

 

Nie płacz Mamo

Śmierć niczego nie kończy

Ja czekam na Ciebie w świetle nadziei

Nasz dom opuszczony pamiętam

Z tatusiem przy stole


Chleb dzielił by głód nie wystraszył policzonych dni szczęścia

 

I chociaż dziecięce usta jeszcze krzyczą rozpaczą Serce woła o Miłość Pomóż mi mamo wymazać z pamięci Niemieckich i Ukraińskich oprawców Pomóż zapomnieć koszmary obozów Pomóż mi Mamo przebaczyć

 

                                                                                                                              Maria Gmyz 2006 r.
 
 

14. Grób

Ludzie na skutek okropnych warunków, umierali masowo. Kilka razy dziennie słychać było śpiew: „ Wieczny odpoczywanie" , gdyż w którejś części pryczy żegnano umarłego, a za chwilę wynoszono jego zwłoki. Trupy ludzi wynoszono na noszach przed barak, składano je na sterty, a później widłami rzucano na furmanki i wywożono do wspólnych grobów.

 

Zakończenie

Wybaczyć to nie znaczy zapomnieć, to znaczy nie mścić się, to powierzyć Bogu sprawiedliwość, pozwolić by to On był sędzią złych uczynków innych osób.

 

 

Przytoczone wspomnienia pochodzą z książek „ Hitlerowski obóz przejściowy" - Czesława Stużewskiego. „Zamojszczyzna Wysiedlenia - deportacje 1939-1945 Obóz w Zwierzyńcu" Władysława Sitkowskiego, „Wojenne losy Dzieci Zamojszczyzny" - świadectwa zebrane przez Julię Rodzik

Zegar

Dzisiaj jest

poniedziałek,
26 czerwca 2017

(177. dzień roku)

Święta

Poniedziałek, XII Tydzień zwykły Rok A, I Dzień powszedn

Liturgia słowa

Czytania:

  • Ewangelia:

Licznik

Liczba wyświetleń strony:
800